FANDOM


Prolog

Jest to opowieść o tym, jak powstał Świat, jak powstała Światłość, jak powstał Mrok, o dawnych czasach poprzedzających znane nam wydarzenia...

Najpierw była pustka i nicość, a potem z nicości wyłonił się On. Nie miał imienia. Nie miał twarzy. Był wszystkim i zarówno niczym.

I to właśnie była jego słabość! Był niczym! Właśnie wtedy wysnuł z myśli Byt. Stworzył sobie ciało i wszystko inne o czym myślał przez setki lat.

Tak powstał świat. Następnie stworzył dwóch strażników. Nie nadał im imion, gdyż sam imienia nie posiadał. Mieszkańcy Ninjago nazywali ich:

Pierwszym Mistrzem Spinjitzu i Mrocznym Władcą. Stworzyciel dał im do dyspozycji moc, by mogli dalej tworzyć i rozwijać Jego dzieło.

Pierwszy ze Strażników tworzył piękne i wspaniałe rzeczy, a Stworzyciel gratulował mu pomysłów. Drugi ze strażników zazdrościł pomysłowości

Pierwszego. Stworzył złe rzeczy, by zniszczyły twórczość Pierwszego Strażnika. Tak zawiązała się kłótnia, z kłótni spór, ze sporu walka, z walki wojna.

Wtedy Pierwszy stworzył Miecz Światłości . Z jego pomocą pokonał Drugiego..Podzielił świat na dwie części. Wraz ze stworzonymi przez siebie istotami zamieszkał w części światła. Taki był początek wszyskich początków, a ponoć do dzisiaj Stworzyciel obserwuje dzieło Strażników, którzy skłóceni toczą spór na świecie.

Mistrzowie żywiołów

Wielki Mistrz, bo tak go w tamtych czasach nazywano, powoli uginał się pod brzemieniem obrony swojej części świata. Stworzył więc czterech obrońców i trzy obrończynie. O nich to właśnie głównie opowiadać będzie ta historia. Dał im moc żywiołów, a potem uśpił i rozesłał na różne części wyspy. Pierwszy obudził się Tulkos. Miał moc ognia i był najmilszy Mistrzowi. Wędrując przez lasy spotkał Kairę- władczyni dżungli.Wędrowali więc razem i nie minęło dużo czasu zanim spotkali Mereka, który miał w posiadaniu pioruny. Merek ,przebudzony poszedł na południe, a Kaira i Tulkos na wschód. Tam znaleźli Nairę-pani mórz. Tymczasem Merek udał się w góry i w jaskini znalazł Janera-pana ziemi. Naira wskazała drogę do Lairi-opiekunki wiatrów. Nikt nie wiedział gdzie znajduje się Hemet- lodowy samotnik, więc został znaleziony jako ostatni. Takie są więc imiona i moce mistrzyń i mistrzów żywiołów.

Wewnętrzna waśń

Po tym jak wszyscy spotkali się na środku wyspy, Tulkos przemówił: -Bracia i siostry! Spotkaliśmy się tu, gdyż nasz Stworzyciel wysłał nas z misją obrony wyspy! Teraz należy jedynie wybrać kogoś kto zarządzi gdzie mamy iść. Wśród drużyny mistrzów rozległ się szmer. Każdy chciał zostać przywódcą. Tulkos tymczasem kontynuował: -Ponieważ obudziłem się pierwszy, to ja powinienem władać. -Że co?-obruszył się Janear-Jestem najsilniejszy i położyłbym cię jednym palcem! W sercach obu zawrzała złość, która po chwili przerodziła się w gniew. Kobiety stały z boku i martwiły się przyszłością drużyny. Hemet usiadł na ziemi i jakby nigdy nic, zaczął medytować. Merek nie przejmował się niczym i poszedł na pobliską plaże bawić się piorunami, gdyż zawsze jego umysł był wolny od zmartwień i nic nie potrafiło na długo popsuć mu humoru. Tymczasem Janear krzyknął: -Przyzywam ziemię!-i spod kamieni wyrósł ogromny młot, który w mgnieniu oka chwycił w ręce i z okrzykiem na ustach rzucił się na Tulkosa. Jednak ognisty wojownik nie był bezbronny, gdyż przywołał do siebie ogniste sai. Bracia starli się w boju. Doszłoby wkrótce do śmierci jednego z nich, gdyby nie nagłe wtargnięcie Hemeta między walczących. Widocznie medytując przewidział dalszy rozwój wydarzeń. Hemet zamroził swoją lodową włócznią obu braci, by ochłonęli, a sam odwrócił się i rzekł: -Miałem wizję. Nasz Mistrz nakazuje nam rozdzielić się i bronić wszystkich 3 stron wyspy. Ja wezmę Mereka i Lairę. Niech Janear pójdzie z Kairą i Neirą. Tulkos pójdzie sam. Mistrz przygotował mu kilka prób. Z kłótni wynikł rozłam w drużynie, który był powodem wielu późniejszych nieszczęć. Gdy Merek wrócił ze swojej wędrówki i wysłuchał relacji z ostatnich zdarzeń podsu ował ją tak: -Czyli jednak nie Janear, ani Tulkos, lecz ja nadaję się na dowódcę! Po tych słowach Hemmet zamroził mu usta i bochaterowie rozdzielili się i ruszyli w drogę...